Marek Kuś, wybitny bloger, mój przyjaciel, odszedł na zawsze.

Gdy widzieliśmy się po raz ostatni w hotelu w Jaśle, w którym od pewnego czasu mieszkał, powiedział mi, że wkrótce stanie się to, o czym wiadomo nam obu. Zrozumiałem o co chodzi. Zacząłem dopytywać o szczegóły. Ale on nie chciał już mówić nic więcej, abym nie mógł temu zapobiec. We środę wieczorem zastrzelił się z obrzyna. Zrobił to, co postanowił. Świadomie podjął tę trudną decyzję. Marek…

Mikosz był człowiekiem niezwykłym. Żył tak, jak mówił. Żył jak bloger. Zawadiacka natura, którą rządziły geny odziedziczone po przodkach Łemkach i Ukraińcach. Nauczyłem się od niego bardzo dużo. W wielu sprawach był dla mnie mistrzem. Zakładał blogi, pisał notki, które zasługują na większą uwagę, niż im się poświęca. On pierwszy mówił o moralności i etyce czatowo-blogowej. Wyznaczał kanony  sawuarwiwru w sieci. Na długo zanim zaczęli interesować się tym inni. Jako jedyny przekonywająco zdefiniował pojęcie blogowej godności. Będąc człowiekiem silnym, stanął po stronie słabych. Zawsze podawał pomocne ramię kobietom-blogerkom; był potajemnie zaręczony z Moniką – najbardziej znaną blogerką wśród prawników.

Marek odpowiedział czynem na najważniejsze z pytań filozofii: czy warto żyć? Jego śmierć jest śmiercią Sokratesa. Nie musicie w to wierzyć – wystarczy, że ja to wiem. Próbował wiele razy rozstać się z życiem. Ostatnia środa definitywnie zakończyła wcześniejsze wysiłki. Będzie nam ciebie brakowało Marku…

Cześć Jego pamięci!

KatoN

kacio59393

Advertisements