Pierwsze komunikatory internetowe były – siłą rzeczy – toporne i dosyć prymitywne w porównaniu z dzisiejszymi śmigaczami, dzięki którym możemy nie tylko porozumiewać się pismem, widzieć się nawzajem, czuć (obwąchiwać i smakować), ale również łączyć się i replikować. Początki zawsze są trudne. Prototyp tlenowy miał ten zasadniczy mankament, że tekst należało wprowadzać manualnie do okienka dialogowego; operacja wymagała dostarczania za każdym razem sporych ilości tlenu podczas jednej sesji łączeniowej. Proces spalania wyczerpywał dyskutantów, dopiero kolejne udoskonalenia w przesyle danych i stopniowa miniaturyzacji oprzyrządowania pozwoliły na znaczne redukowanie, a tym samym na minimalizację zużycia gazu. Współcześnie komunikator nie wymaga już stosowania butli ze sprężonym gazem – tlen pobierany jest bezpośrednio z powietrza przez użytkownika za pomocą nosa i/lub otworu gębowego.

Ten z Czytelników kto odgadnie prawidłowo rok, w którym zostało zrobione poniższe zdjęcie otrzyma w nagrodę wiadro świeżo zamrożonych internetów.

KatoN

10250295_433528176783261_1882155211114076112_nkacio59393
Reklamy