Dżyngis-Chan i jego potomkowie, byli plagą państw i narodów ówczesnych. Szli, ogniem i mieczem podbijając, niszcząc, mordując i grabiąc. Ale któż nie niszczył, nie mordował, nie rabował na drodze swego podboju? Aż do ostatnich czasów, aż do połowy XX wieku, w którym żyjemy? Kto tylko mógł.

Pod tym względem Stalin, zrodzony w kaukaskiej Gruzji nie był lepszy od Hitlera, zrodzonego wśród narodu Dichter und Denker. A czy sądzimy, że Dżyngis-Chan w ciągu całego swego żywota zniszczył choć setną część tej ilości pomników zachodnio-europejskiej cywilizacji i kultury, co zniszczyły angloamerykańskie bombardowania w ciągu dwóch lat?…

Dżyngis-Chan nie był owieczką w potrzebach wojennych. Nie rozporządzał też większą cywilizacją materialną, choć jej się nabrał od Chińczyków. Zaryzykowałbym jednak twierdzenie, że miał duży zasób kultury duchowej. Za jego i jego następców panowania, nestorianie, którzy w wiekach od VII do XI stanowili najszerzej terytorialnie rozpowszechnioną religię chrześcijańską, osiągnęli szczytowy punkt rozwoju w Azji. Kibiłaj-Chan musiał w roku 1289 stworzyć dla nich rodzaj ministerstwa, które administrowało potężną siecią ich placówek. Od XIII wieku począwszy obok Kościoła Wschodniego zaczynają funkcjonować pierwsze ośrodki Kościoła Zachodniego, na równi z wieloma sektami i religią muzułmańską. Perscy i arabscy historycy XIV wieku wskazują na wierzenie, iż Wielka Jaza pochodzić miała od Boga, który nakazał tolerancję. Obok meczetów wznosiły się przeto bogate kościoły chrześcijańskie; w roku 1277 zanotowano w jednej Samarkandzie aż siedem klasztorów nestoriańskich.

Tradycja tolerancji była tak silnie zakorzeniona, że utrzymała się przez czas dłuższy nawet po przejściu Złotej-Hordy na muzułmanizm. Tak więc na przykład kapłani wszystkich wyznań, mnisi wszystkich wyznań obok uczonych i lekarzy zwolnieni byli z podatków i służb państwowych.

Ówczesny mongolizm nie był więc tezą, ale raczej antytezą dzisiejszego komunizmu. I gdyby ówczesny świat zachodni istotnie hołdował ideałom tego rodzaju demokratyzmu i tolerancji, których mieni się być dzisiaj przedstawicielem, wypadałoby przyznać, że ówczesne próby koegzystencji z mocarstwem Dżyngis-Chana byłyby bardziej uzasadnione i na miejscu, niż próby koegzystencji z dzisiejszym komunizmem.

Wyprowadzenie rosyjskiego bolszewizmu z mongolskiej tradycji jest równie błędne co wywodzenie komunizmu z azjatyckich pierwiastków.

Bolszewizm rosyjski zrodził się z komunizmu, a komunizm wyszedł z zachodniej Europy. Narodził się nie na zielonych stepach, nie wśród szerokich horyzontów pól i lasów bez granic, lecz właśnie w zaułkach zadymionej cegły fabrycznych dzielnic europejskich.

Józef Mackiewicz

kacio5939

Reklamy