„Równości fala od morza do Podhala”, „Parytety szansą dla kobiety”, „Ostatni dzwonek na równość”, „Aborcja prawem kobiety”, „Równość na przyszłość”, „Odróbmy lekcję równości”, „Wszystkie dzieci równe są”, „Feminizm jest zaraźliwy”, „Polska szkoło, ucz równości”. Pod takimi hasłami przeszła tegoroczna Manifa w Warszawie, w której wzięło udział kilkaset aktywistek feministycznych. Z roku na rok ilość uczestniczek tej trywializującej i banalizującej kobiecość hucpy topnieje w oczach. To już nie pięć tysięcy uczestniczek, nawet nie trzy, nawet nie tysiąc, ale liczone w dziesiątkach osób zbiegowiska. Głoszone przez nie slogany kompletnie mijają się z tzw. zapotrzebowaniem mas. Feministki nie mają pomysłu na zdobycie poparcia wśród kobiet, ich postulaty są anachroniczne, zwietrzałe i niedorzeczne, ich zazdrość o penisa a jednocześnie fascynacja nim prowadzi je w ślepą uliczkę.

oprawa artystyczna na manifie

oprawa artystyczna na manifie

Weźmy „Polska szkoło, ucz równości” i połączmy z „Parytety szansą dla kobiet”. Obecnie 80% zatrudnionych w polskim szkolnictwie – nad czym ubolewam – to kobiety. Rażąca dyskryminacja. Można ją bardzo prosto zlikwidować – na koniec roku szkolnego, przed wakacjami, wręczyć wypowiedzenia przynajmniej 1/4 nauczycielek, dzięki czemu na zwolnione miejsca zatrudni się mężczyzn. Postulowana równość zostanie osiągnięta… Tego rodzaju logika dominuje na manifach, marszach szmat i tzw. kongresach kobiet. Jednym słowem od lat to samo, od lat wieje nudą, brak jakiegokolwiek pozytywnego programu, same roszczenia oparte na wyspekulowanej dyskryminacji. Twarzami polskiego feminizmu – nad czym szczerze ubolewam – w ostatnim roku stały się Katarzyna Bratkowska i Maria Czubaszek (sympatyczne skądinąd niewiasty), chwalące się publicznie przeprowadzaniem aborcji, czym zraziły do siebie nie tylko konserwatywnie i tradycjonalistycznie nastawione rzesze polskich kobiet ale również te przedstawicielki płci pięknej, które życzliwym okiem patrzyły na ruch feministyczny. Jednym zdaniem: feminizm w Polsce umiera, umiera dlatego, ponieważ wyalienował się z rzeczywistości.

Artur Schopenhauer, zatwardziały przecież antyklerykał, który o księżach wyrażał się nie inaczej jak klechy, napisał: „Kiedy natura podzieliła rodzaj ludzki na dwie połowy, nie dokonała cięcia dokładnie pośrodku. Przy całej biegunowości różnica między biegunem dodatnim i ujemnym nie jest tylko jakościowa, lecz równocześnie ilościowa. Tak też patrzyli na kobiety starożytni i narody Wschodu i dlatego poznali stosowne dla nich miejsce znacznie słuszniej niż my, z naszą starofrancuską galanterią i niesmacznym czczeniem kobiet, tym najwyższym wykwitem chrześcijańskogermańskiej głupoty, która posłużyła tylko do tego, iż stały się tak aroganckie i bezwzględne, że przypominają święte małpy w Benares, które w przekonaniu o swej świętości i nietykalności pozwalają sobie na wszystko”.

Myślę, że przesadził wrzucając wszystkie kobiety do jednego wora, ale co do feministek to na pewno miał rację.

KatoN

kacio5939

Reklamy