Były student prawa uniwersytetu w Petersburgu żyje w skrajnej nędzy. Wynajmuje malutki pokój, unika spotkań ze swoją gospodynią, gdyż zalega jej z opłatą za czynsz. Już od dawna przestał zajmować się sprawami przyziemnymi, nie przywiązując wagi zarówno do swego wyglądu jak i do tego czy będzie miał za co kupić jedzenie. Żywi go Anastazja – służąca gospodyni, która z litości przynosi do jego izdebki herbatę czy coś gorącego do zjedzenia.

Pewnego lipcowego wieczoru wybiera się do lichwiarki Alony Iwanowny. Droga prowadzi przez najuboższą dzielnicę Petersburga: okolice Placu Siennego. Rodion Romanowicz Raskolnikow z obrzydzeniem przygląda się mijanym miejscom i ludziom. Na ulicy skwar był okropny a przy tym zaduch i ten szczególny letni smród. To wszystko naraz niemile wstrząsnęło nerwami młodzieńca. Po jego delikatnej twarzy przemknął wyraz najgłębszej odrazy. Bohater jest wewnętrznie wzburzony i rozdrażniony. Idąc mówi do siebie. Rozważa plan zamordowania lichwiarki.

Postanawia udać się do niej pod pretekstem zastawienia zegarka aby dokładnie obejrzeć kamienicę i mieszkanie starej. Uważnie rejestruje wszystkie szczegóły jakie dostrzega na klatce schodowej. W czasie rozmowy z Aloną Iwanowną zapowiada kolejną wizytę.

To spotkanie porusza go, czuje wstręt do powziętego zamiaru ale szybko tłumaczy sobie własne samopoczucie osłabieniem fizycznym. W powrotnej drodze postanawia wstąpić do szynku i napić się piwa. Spotyka tam człowieka, który przykuwa jego uwagę. Jest to urzędnik niższej rangi Marmieładow. Opowiada on historię swego nieszczęśliwego życia. Przyznaje się Raskolnikowowi do nałogowego pijaństwa, które wpędziło jego rodzinę – żonę, trójkę małych dzieci i osiemnastoletnią córkę z pierwszego małżeństwa, w nędzę. Uważa się za człowieka podłego. Taki jest już rys mego charakteru, jestem urodzone bydlę, ponieważ wszystko przepija i nie potrafi zadbać o rodzinę. Chorą na suchoty żonę i wynędzniałe dzieci utrzymuje najstarsza córka, która aby zdobyć pieniądze zostaje prostytutką. Sonia musiała wyprowadzić się z rodzinnego mieszkania i wynająć stancję, ponieważ gospodyni i niektórzy lokatorzy zaprotestowali przeciwko jej sąsiedztwu.  Raskolnikow z uwagą słucha historii Marmieładowa. Po wyjściu z szynku postanawia odprowadzić go do domu. Zastaje tam jego żonę, Katarzynę Iwanownę, kobietę lat około trzydziestu oraz trójkę dzieci. Rodzina mieszka w najnędzniejszym pokoju, który na dodatek jest przechodni. Katarzyna wita męża ogromną awanturą oskarżając również Raskolnikowa o przepicie jej pieniędzy. Raskolnikow wychodząc pozostawia niepostrzeżenie na oknie kilka kopiejek.

Następnego dnia służąca Anastazja budzi Rodiona przynosząc mu list od matki. Pulcheria Aleksandrowna relacjonuje synowi zdarzenia z ostatnich dwóch miesięcy, które wpłynęły na los jej samej oraz córki – Duni. Siostra Rodiona pracowała jako guwernantka u rodziny Swidrygajłowów. W pewnym momencie pan domu zaczął jej proponować zostanie jego kochanką. Jego żona – Marfa Pietrowna, podsłuchała kiedyś jak Swidrygajłow molestuje Dunię i obwiniła za wszystko siostrę Raskolnikowa. Dunia została natychmiast zwolniona a Marfa Pietrowna okryła jej imię niesławą rozpowiadając wszystkim, że jej mąż był uwodzony przez guwernantkę. Jednak po miesiącu Swidrygajłow przyznał się żonie do winy. Marfa Pietrowna odwołała wszystkie oskarżenia i chcąc wynagrodzić Duni cierpienia, znalazła dla niej kandydata na męża, dalekiego krewnego, radcę dworu Piotra Pietrowicza Łużyna.  Chciał on poślubić Dunię, ponieważ uważał, że przyszła żona powinna być biedna, bo wtedy będzie zawdzięczać wszystko mężowi. Dunia postanowiła zaręczyć się, licząc, że po ślubie poprawi się sytuacja całej rodziny: matka zamieszka z nią a Rodion zacznie pracować w kancelarii Łużyna.

Raskolnikow rozumie, że była to niezwykle trudna decyzja, ponieważ narzeczony – wbrew temu co pisze matka – nie jest dobrym i uczciwym człowiekiem o czym obydwie panie doskonale wiedzą. Pulcheria Aleksandrowna zapowiada synowi wizytę, którą ma mu złożyć Łużyn i swój rychły przyjazd do Petersburga. Raskolnikow czyta list z ogromnym wzruszeniem. Matka wiele razy pisze o miłości, nadziei, jaką darzą go obie z Dunią. Wiesz, jak cię kocham, ja i Dunia mamy tylko ciebie. Tyś nasze wszystko, nasza jedyna nadzieja i otucha. Wzburzony listem Rodion wybiega z domu.  W trakcie spaceru głowę jego zaprzątają sprzeczne myśli. Czuje ogromną nienawiść i pogardę dla Łużyna, widzi w nim dorobkiewicza, człowieka pozbawionego zasad moralnych, niewrażliwego i wyrachowanego.

W parku spotyka młodziutką dziewczynę, którą jego zdaniem ktoś najpierw upił a następnie skrzywdził; świadczył o tym jej wygląd. Najpewniej spojono ją gdzieś i skrzywdzono. Po raz pierwszy. Patrzcie, jaka rozdarta sukienka. Jak włożona. Widać, że ktoś ją ubierał. Ubierały zaś ją ręce niewprawne, męskie.  Rodion wezwał stójkowego chcąc obronić ją przed natarczywością jakiegoś mieszczanina. Wręczył policjantowi pieniądze aby ten odwiózł ją do domu.

Postanawia iść do kolegi z uniwersytetu, aby prosić go o pomoc w znalezieniu pracy. Lubił go i był z nim szczery. W ostatniej chwili minął jednak dom przyjaciela, wycieńczony głodem i nerwowym podnieceniem usypia w krzakach na Wyspie Pietrowskiej. Śni mu się straszna scena z lat dzieciństwa. Przechadzając się z ojcem po rodzinnym miasteczku nagle zauważył jak woźnica katuje na śmierć, przy aplauzie pijanego motłochu, zabiedzoną szkapinę. Raskolnikow budzi się ze snu spocony i przerażony. Mimo, że podjął już decyzję o zamordowaniu lichwiarki, nadal odczuwa strach, który poglębia ten okropny proroczy sen. Czyż ja naprawdę, rzeczywiście wezmę siekierę, zacznę walić po głowie? Czyż będę się ukrywał cały zalany krwią, z siekierą? Jezus Maria…  Czyżby.

W głowie Raskolnikowa pojawiają się wątpliwości czy podoła, czy zniesie ciężar zbrodni. Prosi Boga o uwolnienie od myśli o morderstwie. Wracając do domu spotyka Lizawietę – siostrę lichwiarki Alony, która umawia się ze straganiarzem na następny dzień na godzinę siódmą. Rodion dowiaduje się zatem przypadkiem, że Alona będzie wtedy sama w domu. Odczytuje to jako znak, że ktoś już za niego podjął decyzję, że musi zabić lichwiarkę.  Pierwszy raz w mieszkaniu Alony Iwanowny był półtora miesiąca temu. Zaniósł wtedy pierścionek, który dostał od siostry. W drodze powrotnej wstąpił do traktierni, gdzie był świadkiem szalenie ważnego dla jego losów dialogu.  Student i oficer rozmawiali o lichwiarce i jej siostrze. Student rzucił wtedy pytanie ile pożytku przyniosłoby zamordowanie starej bezużytecznej baby? Sto, tysiąc dobrych poczynań można by poprzeć i zrealizować za pieniądze tej staruchy, które zaprzepaszczą się w monastyrze? Setki, może tysiące ludzkich istnień dałoby się skierować na właściwą drogę. Czy tysiące dobrych uczynków nie zmażą jednej drobniutkiej zbrodni? Za jedno życie tysiące żywotów uratowanych od gnicia i rozkładu. Jedna śmierć za sto żywotów. Przecież to prosty rachunek. Na Raskolnikowie ta rozmowa wywarła ogromne wrażenie. Usłyszał bowiem własne myśli.  Stała się ona dla niego wskazówką.

thats-how-i-meet-rodion-raskolnikovNazajutrz rano budzi go Anastazja. Leży w łóżku do drugiej, a następnie robi przygotowania do zbrodni. Robi pętlę i przyszywa ją do palta a także wykonuje atrapę papierośnicy. Po siódmej wychodzi z mieszkania. Kradnie stróżowi siekierę i udaje się w stronę domu lichwiarki. Cały czas odczuwa wewnętrzny niepokój. Ale serce się nie uspokajało, owszem jakby umyślnie waliło mocniej, mocniej, mocniej. Alona Iwanowna otwiera mu drzwi. Cały czas jest nieufna i podejrzliwa. Gdy próbuje rozwiązać na atrapie sznurki Rodion kilkoma ciosami siekierą w głowę pozbawia ją życia. Rozpoczyna przeszukiwanie mieszkania. Znajduje skrzynkę z biżuterią a z piersi ofiary zrywa sakiewkę z pieniędzmi. Gdy Raskolnikow znajduje się w drugim pokoju słyszy słabe krzyki dobiegające z pomieszczenia gdzie leży trup Alony. Do mieszkania wróciła Lizawieta.

Rodion zabija również ją.

W tym momencie ogarnia go strach. Pragnie jak najszybciej uciec z miejsca zbrodni.  Myje ręce i siekierę, czyści zbryzgane krwią buty. Gdy już chce opuścić mieszkanie słyszy kroki na schodach a za chwilę pukanie do drzwi. Zamyka się od wewnątrz. Do drzwi dobija się dwóch mężczyzn. Zauważają, że drzwi są zamknięte na skobel. Zaniepokojeni ciszą, idą na dół po stróża. Wtedy Raskolnikow wymyka się na klatkę schodową i ukrywa w jakimś pustym odnawianym właśnie mieszkaniu. Gdy zauważa, że nikogo nie ma na schodach wybiega z kamienicy. Do domu wraca półprzytomny. Ludzie myślą, że jest pijany. Niezauważony przez nikogo zostawia w stróżówce siekierę. Następnie w swej izdebce rzuca się na łóżko w ubraniu i w gorączce leży całą noc.

Tak się zaczyna.

kacio5939

Czy ja zabiłem tę starowinę? Nie, siebie zamordowałem, a nie ją! Ze sobą zrobiłem koniec raz na zawsze!.. A może ja się za surowo sądzę? […] Może jednak jestem człowiekiem, a nie wszą, może się zbyt pośpiesznie potępiłem… Będę jeszcze walczył.
Reklamy