Moi życiowi mentorzy nauczyli mnie ważnej rzeczy: zwracaj uwagę nie na to, co widzisz, ale postaraj się przede wszystkim dostrzec to, czego nie ma w obrazie, książce, przemówieniu, wyglądzie, zachowaniu. Brak czegoś lub kogoś mówi więcej, staraj się patrzeć nielinearnie. Wsłuchuj się w przemówienie polityka i wyłapuj to, o czym nie mówi. Patrząc na kobietę zwracaj uwagę na to, co najbardziej zasłonięte.

W Melancholii uderzający jest brak dwóch rzeczy. Pierwsza i druga część filmu – zgodnie zresztą z manifestem Dogmy – rozgrywa się w jednym miejscu: w scenerii posiadłości ziemskiej nieprzyzwoicie bogatego przedstawiciela współczesnej burżuazji. Bogactwo kapie z ekranu, bogactwo gustowne, wysmakowane, wypielęgnowane, wciśnięte w klamry konwenansu. Klasyczna architektura, utrzymany ogród, wysublimowane oddalenie.

Pierwszy istotny BRAK to nieobecność zwierząt. Przede wszystkim brak psów. Rasowych wyżłów paradujących dostojnie pośród mebli, wylegujących się na marmurach i równo przyciętej murawie przepastnego ogrodu. Nie ma kotów. Ptaki pojawiają się w scenach symbolicznych, spadają martwe z nieba. Owszem, są psy, nawet zając i ptaki, ale martwe. Martwe w tym sensie, że ukazane na kilkakrotnie pojawiającym się w filmie obrazie Myśliwi na śniegu Bruegla.

Jedyne żywe zwierzęta to konie i robaki. Dlaczego one? Skoro świat Melancholii pozbawiony jest fauny, sportretowanie tych dwóch gatunków zwierząt musi mieć jakieś znaczenie.

Widz od początku, od pierwszych sekwencji, zdaje sobie sprawę, że uczestniczy w opowieści o końcu świata. Film musi skończyć się zagładą Ziemi. Jest w tej komfortowej niejako sytuacji, że w przeciwieństwie do bohaterów, zna ich przeznaczenie. To nie są domysły ale pewność. Przerażająca perspektywa – siedzisz w fotelu i obserwujesz nie tylko dezintegrację pojedynczych ludzi ale jesteś świadkiem końca życia na Ziemi. Szamotanina, reakcje bohaterów na nieuchronność kosmologicznej katastrofy siłą rzeczy muszą wkurwiać i poruszać.

Wróćmy do koni.

Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć. Czterej Jeźdźcy Apokalipsy. Trier na swój sposób portretuje proroctwo św. Jana. A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący: Chodź, a patrzaj! Ulubiony koń głównej bohaterki zowie się Abraham.

Konie będę świadkami Końca Świata.

Ostatni kwadrans filmu ociera się o geniusz. Towarzyszymy dwóm kobietom i małemu chłopcu w ich ostatnich chwilach życia. Matka-histeryczka, ciotka – pogrążona w depresji i niewinny chłopczyk. Dwie siostry, odsłona psychozy dwubiegunowej, przygotowują się na to co nieuniknione. Reżyser każe im schronić się w magicznej jaskini. Pomysł histeryczki na uczczenie końca świata na tarasie przy muzyce Beethovena, winie i świecach – upada. Podobnie jak sarkastyczna i cyniczna propozycja siostry melancholiczki, aby powitać ostateczność w „pierdolonym kiblu”.

Magiczna jaskinia powstaje na leśnej polanie. Świeżo wystrugane żerdki przypominają konstrukcję wigwamu, akt strzelisty zwrócony ku niebiosom, katedra na czas ostateczny. Czas dobiega końca. Mały chłopczyk z ciotką opuszczają las niosąc ostatni element budowli. Ze śladów ich stóp wypełza na powierzchnię robactwo; dżdżownice, żuki, czerwie, podobnie jak ludzie przeczuwają Zagładę. Mknąca ku Ziemi Melancholia, ów wędrowiec zza Słońca, jest już tak blisko, że odbiera Ziemi atmosferę, coraz mniej tlenu. Melancholia odbiera oddech. Trójka siedzi w magicznej jaskini pod otwartym niebem ostatkiem sił łapiąc ostatnie oddechy.

Potężny impakt kończy życie.

Pisałem o dwóch brakach.

Co jest drugim?

Brak Boga. To film o ludziach, którzy nie wierzą w Boga. Nie ma w tym świecie Stwórcy. Obraz Triera przedstawia widzom koniec świata, w którym nihilizm, zwątpienie, depresja i paranoja wyrugowały sakralność rzeczy ostatecznych.

U świętego Jana w Apokalipsie czytamy: A królowie ziemscy, wielmoże i wodzowie, bogacze i możni, i każdy niewolnik i wolny ukryli się do jaskiń i górskich skał.

Zacząłem pisać o Melancholii od końca. To naprawdę świetny film. Przejdziemy do początku.

KatoN

melancholia1

kacio5939

Advertisements