Zauważyłem pewną prawidłowość. Ludzie z mentalnej prowincji, ale nierzadko i  geograficznej (Krosno, Mielec, Pomiechówek), chcąc się dowartościować, poprą każdą niegodziwość, którą telewizja przedstawi im w kategoriach postępu. Mówiąc językiem obrazowym – lokalne kurewki, cichodajki, prujdupki, panny mające troje dzieci z trzema innymi ojcami, matki samotnie wychowujące dzieci (to śliczny eufemizm) – prawie zawsze staną w obronie postępu.

Dlaczego?

Bo się nie udało. Bo słowo zostało rzucone na wiatr. Martwi mnie los kobiet, które nie podporządkowały się mężczyźnie. I nie chodzi o nie. Zatrważa mnie los potomstwa. Co wyrośnie z młodocianego, który wychowywany jest bez autorytetu ojca w rodzinie? Co wyrośnie z córki, która nie wie, co to ojciec?

To taki przerywnik w medytacjach. Ciągle po głowie chodzi mi von Trier. Ale o nim jutro. To naprawdę reżyser religijnych filmów. Wielki kozak, który ma w głębokim poważaniu holyłódy i inne żydowskie wymysły.

I przeszedł na katolicyzm.

KatoN

kacio5939

Reklamy