Konwencja Rady Europy – preambuła

przemoc wobec kobiet ma charakter strukturalny i jest uwarunkowana płcią (gender-based violence) oraz jest jednym z głównych mechanizmów społecznych wykorzystywanych  do zmuszania kobiet do podległości wobec mężczyzn

Badania statystyczne mogłyby pewnie postawić szereg znaków zapytania przy tych założeniach, ale mamy do czynienia z przeświadczeniem o tym, że istnieje w ramach człowieka naturalna sprzeczność, która musi się objawić w postaci przemocy. Skąd to przeświadczenie o tym, że różnice między kobietami i mężczyznami są przyczyną przemocy?
Należy zapoznać się z cytatem:

małżeństwo pojedynczej pary bynajmniej nie wkracza do historii jako pojednanie między mężczyzną a kobietą… Przeciwnie. Zjawia się ono jako ujarzmienie jednej płci przez drugą, jako proklamowanie nie znanej dotychczas w dziejach pierwotnych wrogości płci. Pierwsze przeciwieństwo klasowe, jakie występuje w historii, zbiega się z rozwojem antagonizmu między kobietą a mężczyzną w małżeństwie pojedynczej pary, a pierwszy ucisk klasowy – z uciskiem żeńskiej płci przez męską

Tak. To Fryderyk Engels. Rok 1884 „O pochodzeniu rodziny, własności prywatnej i państwa”. Konwencja, którą p0dpisał polski rząd, jest ufundowana w gruncie rzeczy na założeniach marksistowskich. I nie ma powodu, żeby to ukrywać. Marksizm widział, jako serce dynamizmu społecznego, konflikt między pracą i kapitałem, konflikt między tymi, którzy mają i tymi, którzy nie mają, ten konflikt zbiegł się  w historii wg marksistów z powstaniem małżeństwa monogamicznego, które wykreowało własność prywatną, własność środków produkcji.  Od tego momentu zaczęło się całe zło w historii. To RODZINA, ta normalna rodzina monogamiczna, z mężczyzną i kobietą, na równi z istnieniem własności prywatnej, jest przyczyną wszelkiego zła w życiu społecznym.
Jeśli zajrzymy do historii ideologii gender mamy następnie Simone de Bouvoire i jej książkę „Druga płeć”, w której inspirując się marksizmem, pismami Engelsa, wskazuje że kobieta i mężczyzna stanowią dla siebie „innych” (na marginesie: kolejna inspiracja filozofią JPS).

Francuzka podkreśla, że relacje między kobietą i mężczyzną utrzymują się, kształtują, w myśl zasady dominacji i podporządkowania. Mamy zatem cały czas immanentny konflikt między mężczyzną a kobietą, immanentną sprzeczność. Sam fakt, że jesteśmy kobietami i mężczyznami sprawia, że mężczyźni chcą gnębić kobiety. To nie jest kwestia jakości tych relacji, czy jedna strona czyni dobrze a druga źle. Nie. Sam fakt, że jesteś kobietą sprawia, że musisz zostać zdominowana przez mężczyznę. Ba. Simone de Beauvoir idzie dalej i stwierdza, że kobiety zaczęły współdziałać z mężczyznami w procederze ich marginalizacji i podporządkowania. W ślad za tym francuska feministka twierdzi, że  w ogóle sama idea kobiecości, sposób pojmowania kobiecości w społeczeństwie, jest ukształtowany nie przez sam fakt, że jesteśmy z natury kobietą i mężczyzną, tylko jest to pewien stereotyp kulturowy, jest to coś, co kultura nasza wytworzyła i skojarzyła z kobiecością.  Jej sławne on ne nait pas femme: on le devient. Skoro kobieta to znaczy, że… i tutaj wymieniamy cały szereg cech, które wiążą się z kobiecością, ale feministka powiada, że to wszystko to jedynie konstrukty kulturowe; to wszystko, co składa się na gender. Konstatacja jest prosta – nie rodzimy się kobietą, ale się nią stajemy, poprzez akceptację stereotypów kulturowych. Wprowadza rozróżnienie między płcią biologiczną (sex) i kulturową. U Francuzki wciąż  oba te pojęcia są skorelowane. Oznacza to, że przyjmuje niejako do wiadomości istnienie płci biologicznej, nie polemizuje z tym, uważa ją za coś „danego”, jednocześnie wskazując, że można kształtować rozumienie płci kulturowej.
To był pierwszy krok.
Feministki tak bardzo wgryzły się z czasem w zagadnienie płci w tych dwóch rodzajach, że przegryzły się jakby na drugą stronę.

Na arenę dziejów wkracza kolejna feministka – Judith Butler. Jej spojrzenie na rozumienie ideologii gender współcześnie staje się coraz bardziej przemożne. Opublikowanie przez nią książki Gender Trouble zbiega się z eskalacją ideologii gender na gruncie międzynarodowym, na płaszczyźnie oenzetowskiej. Ta koincydencja nie jest przypadkowa. To wyraz coraz większych wpływów ideologii gender.  Butler twierdzi, że nie ma już żadnej tożsamości gender, która warunkowałaby sposób manifestowania gender. Oznacza to, że za gender nie ma nic substancjalnego – to jest tylko to, w jaki sposób my wyrażamy naszą płciowość. „Gender nie jest ani skutkiem sex, ani nie wydaje się być tak zdeterminowaną” – powiada Butler. Płeć nie stanowi, kim jestem. Nie jest elementem bytowym, to jest coś, co nabywamy, co konstruuję, co ma być uzależnione od mojej woli. Dekonstrukcja kultury. Gender jest przejawem mojej wolności niezależnie od tego, co tam mam na dole. Idzie jeszcze dalej. O ile jeszcze u Simone mieliśmy korelację między sex i gender, o tyle tutaj już, Butler, mówi: to jakie mamy cechy płciowe, fizyczne, biologiczne, jest zupełnie bez znaczenia dla naszego gender. Możemy mieć cechy samca, a możemy się czuć kobietą i nie ma najmniejszego problemu, żeby to zaakceptować. I na odwrót. Możemy mieć cechy płciowe samicy, a czuć się mężczyzną. I to w żaden sposób nie może stanowić żadnego problemu, bo jesteśmy wyłącznie tylko tym, czym się czujemy.

Gender to nic innego jak stan niezależny od płci biologicznej. Jest to z niczym nie związana właściwość owocująca tym, że mężczyzna i męskie może równie dobrze oznaczać kobiece jak i żeńskie ciało oraz że kobieta i żeńskie mogą zarazem oznaczać jako męskie ciało. Mamy zatem oddzielenie tych dwóch rzeczywistości. Simone uczyniła pierwszy krok, dokonała rozróżnienia, ale przy ścisłej korelacji, zaś Butler mówi, że to rozróżnienie występuje, jest realne przy braku jakiejkolwiek korelacji między jednym i drugim. 

W tej chwili jest to już rzeczywistość prawna. „Płeć oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn” (Konwencja Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i i przemocy domowej). To różnie można czytać. Można przyjąć, że społeczeństwo wie jeszcze czym jest kobieta i mężczyzna, a można założyć, że społeczeństwo, czyli wymiar prawny, określa co jest kobiece a co jest męskie.  Wówczas różnice biologiczne przestają mieć jakikolwiek znaczenie.W tej chwili będzie się nam proponować czytanie tego tekstu w sposób zachowawczy, ale nie wiadomo jaką lekturę zaproponuje się za parę lat. Te wszystkie pomysły książkowe stają się realnym prawem.

Reasumując. Płeć przestaje być w jakikolwiek sposób determinowana biologicznie. Człowiek to jednostka, która winna swą tożsamość płciową określać samodzielnie w drodze wolnego wyboru – niezależnie od uwarunkowań biologicznych. Krótka droga od Engelsa przez Simone do Butler i Konwencji Rady Europy.

NIE PATRZ TAM, CO TAM MASZ! Tylko się zastanów, czy chcesz być kobietą czy mężczyzną. Jeśli postawimy sprawę w ten sposób, to bardziej wolny jest ten, kto pomimo tego, co tam ma, stwierdzi, że on jednak czuję się inaczej. Logiczne. Zawsze można powiedzieć: ach, idziesz za tymi biologicznymi uwarunkowaniami. A WYZWÓL SIĘ OD TEGO! Taka optyka mówi nam: płeć pojmowana jako tożsamość psychofizyczna jawi się jako przyczyna alienacji jednostki. Co więcej – płeć ogranicza wolność jednostki. A z każdym ograniczeniem należy walczyć… Płeć – przyrodzona, naturalna, stanowi niewolę.

Stąd już wniosek jasny – płeć jako rzeczywistość uwarunkowana biologicznie, staje się czynnikiem zniewolenia jednostki. Owo zniewolenie uzasadnia moralnie walkę polityczną, na końcu tej walki jest zaś upragnione WYZWOLENIE z płci. Oto całą istota ideologii gender.

Konsekwencje?

Nikt nie ma prawa nam narzucić czy jesteśmy kobietą czy mężczyzną, powiadają koryfeusze ideologii gender. A może jesteśmy jakimś trzecim czymś, albo czwartym, piątym? Tak naprawdę, to co mówi Butler, sprowadza się do tego, że każdy ma prawo określić swoją płeć indywidualnie; jest tyle płci ile jednostek. Płeć jest elementem naszej indywidualnej tożsamości. I tylko my powinniśmy mieć prawo określać jaka jest moja płeć, a co za tym idzie, zmieniać ją raz do roku albo na kwartał. Bez żadnych zaświadczeń lekarskich. Tradycyjne pojmowanie płci należy obalić. Całe LGBT jest piką i awangardą postępu, mające człowieka realnego wyzwolić z jego płciowości i uczynić go jednostką. Jeżeli zlikwidujemy podział na płeć żeńską i męską to cały problem LGBT znika, bo wtedy mamy jednostki, które podejmują wolną decyzję o tym, jak one będą współżyć seksualnie –  wtedy nie wiadomo już co znaczy „płeć”, już przestaje istnieć podział na to, co „normalne” a co „nienormalne”. Jednostki nie mają już właściwości płciowych. Następuje definitywny koniec płci. Małżeństwo monogamiczne jest niepotrzebne lub co najwyżej równe pozostałym związkom – jakkolwiek one by wyglądały – indywidualnych jednostek.

Ale..

To nie jest koniec marzeń o całkowitym wyzwoleniu, bo szukamy kolejnych etapów wyzwolenia. Postęp nie ma nigdy końca. Już pojawiają się głosy, aby znieść uwłaczający godności stworzeń podział na ludzi i zwierzęta. To będzie kolejny krok.

kacio5939

Reklamy