Śniła mi się dzisiaj delegacja.  Grupka niewiast w kwiaciastych chustkach zawiązanych pod brodę w postawie ściskającego beretkę. W radiu Pierwszy siwy włos. Stały w drzwiach niepewne. Odłożyłem tygrysa; czytałem historię pasjonującej potyczki zgrupowania Batalionów Chłopskich z przeważającymi siłami Niemców w Lasach Janowskich. Przyszły z prośbą. Żebym się ulitował. Odpuścił.

Z tego co wiem zaczynał od blogowego pucybuta, to nie był typ chłopaczka urodzonego w przywileju pośród piernatów, chodzącego w ciżemkach. Wykuwał sobie przestrzeń blogową maczetą. Nie. Nie wykuwał. Wyrąbywał. Przecież to zrozumiałe i poprawne. Marta Mirska niskim głosem dodawała rozgrywającej się scenie klimatu optymistycznego przygnębienia. To prawda, zagaiła najodważniejsza, niedobry czasami był, zaniedbywał, odchodził, ale zawsze wracał. Nawet, panie, jak powiadali, że umarł, zachlipała głośniej, a inne łzę ocierały rąbkami podomek, to się wracał, jak Łazarz, panie.

Nie osiągnął jednak nic znaczącego; blogowe biblioteki za nim nie płaczą. Poznał smak prawdziwego życia, ciężki chleb, upadał, kończył w rynsztoku, z czasem rozumiał czym jest porażka i wracał, aby… stawać w obronie nas niewinnych, panie, dokończyła mi myśl stojąca w drugim szeregu.

Che Guevara w wersji turbo, pomyślałem patrząc na delegację. Myśli przeciął samotny cień nietoperza na jednym z drapaczy chmur Gotham. Czyżby z własnej nieprzymuszanej woli przyjmował za każdym razem na siebie brzemiona zbrodni, których nie sygnował, ale bohatersko… Znowu brakło mi słów we śnie. Tym razem żadna z delegacji nie przyszła w sukurs. Były niepewne, zakłopotane. Na zielonej okładce tygrysa czarny pierścień oblężenia zaczynał się zaciskać.

Kim był naprawdę? I jak mam się ulitować i odpuścić. Kim? Bardziej socjalistą na postronku libertynów, którego blogowy lewiatan czasem nie potrzebuje i może go sobie wykląć czy wyjąć spod prawa. Gdyby miał trochę oleju w głowie to przyłączyłby się do tradycjonalistycznej konserwy. Che palił drogie cygara. Uczciwie na nie zarabiał. W końcu, bycie profesjonalnym rewolucjonistą to ciężka praca. Ale on? I co teraz z tego ma? Stał się popularnym wzorem blogowym na koszulki dla tej tu delegacji, która i tak nie ma odwagi założyć ich oficjalnie. Życie jest brutalne. Pierścień oblężenia zacisnął się do tego stopnia, że stał się jedynie małą kropką pod czarnym tytułem na okładce tygrysa. Znikający punkt nagle zaczął rosnąć, kontury wojskowej legendy zmieniły się w tajemniczą zieloną pieczęć. Zet-en.

Spojrzałem w kierunku drzwi. Delegacja zniknęła. Nie mogłem sobie przypomnieć ich twarzy.

Na okładce pojawiła się zielona sylwetka. Skąd ja ją znam? Znałem jej imię. Wiedziałem, że to Joanna. Postać niedojrzała? Zielona. I Niedojrzała.

Obudziłem się. Dniało. Zegarek był przed dzwonieniem. Edmund Niziurski umarł. Na stoliku leżała jego książka.

KatoN

kacio5939

Reklamy