Na ryby pójdziemy z rana. Znam takie miejsce we Wschodniej; parę razy zastawię sak albo pożyczoną podrywkę od stryja. Nie ma siły – przy jazie zawsze wyciągnę szczupaka, srebrzyste płocie i czerwieniawe przy płetwach i na grzbiecie okonie. Nie bój się, tu nie jest głęboko. Podwiń sukienkę do pasa. Potem ze zgrozą będziesz patrzeć jak sprawiam złowione dary. Koty zlecą się zewsząd polując na wnętrzności. Szczupak jest w sam raz, taki do kila, nie wiem dlaczego i skąd mi się to wzięło, ale od tej ryby czuję zawsze subtelny zapach spermy, nie tak intensywny jak na żołnierskiej sali z rana, ale jednak. Gotowe filety zostawimy w zaprawie na parę godzin.

Kaszankę trzeba kupić w jak najbardziej zapuszczonym sklepie. „Dlaczego?” Bo będzie pewna, nieskażona – odpowiem. No i jabłka. Ale te to tylko od wujenki. Kosztele. Na końcu wsi. Została jedyna jabłonka.

Ziemniaki muszą być kradzione. „Jak to?” A tak. Kradzione są najlepsze. Nie bój się, nikt się nie obrazi.

Potem podjedziemy po bimber do Drzazgi. Trzy razy go przepuszcza na węglu a na koniec doprawia miodem z własnej pasieki.

Ryby usmażysz sama. Jak najprościej – olej, pieprz, sól, mąka, jajko. Wystarczy. Szczupak w dzwonkach, reszta w całości. Ja zajmę się ogniskiem. Podłoże musi być piaszczyste. Drewno liściaste. „A wiesz, że za dziecka, kiedy tu przyjeżdżałem, na błoniach paliliśmy ogniska z wysuszonego krowiego łajna? Nie było tu krzewów i drzew oprócz tej zeschniętej wierzby tam, na środku. Dalej usycha…” Upiec ziemniaki w ognisku to sztuka. Żadne tam folie. Zobacz – żar już jest w sam raz, rozgarniam go, piasek też jest gorący, na środek kładziemy ziemniaki i zasypujemy specjalną pałą, to ten drąg. Na pół godziny, później rozgrzebiemy i przewrócimy je na drugą stronę. Pokroję cebulę i jabłka, kaszanka zaskwierczy na patelni.

„Chodziłeś po tych błoniach?”

Bimber trzeba pić z kieliszków. Masz.

„Tak. Widzisz na wschodzie ten lasek? Tam jest kanał uchodzący do Wschodniej, biegnie z tamtych stawów. Miałem drabiniasty wózek i co rano przemierzałem szlak, obok mnie biegł Misiek, był czarny z kawowym krawatem, zwykły kundel. Kobiety pochylone nad burakami podnosiły się i przykładały  rękę do czoła broniąc się przed słonkiem: a gdzie to Daruś idzies?!.. A na stawy, ciocia!.. A nie zgub się ino!..

Krzywisz się. „Mocne”

Zmierzcha. Rzeka szemrze. Ziemniaki dochodzą, ryby stygną, kaszanka paruje majerankiem i kosztelą, wódka czeka. „Chodź, wykąpiemy się”. Ważki pochowały swoje tęczowo pawie skrzydła w tataraku, słońce kładzie ostatnie promienie na tafli. Myję ci głowę, polewając obficie wodą z dzbana. „A co z Miśkiem?”

„Misiek? Biega po psich niebiańskich błoniach. Wpadł pod traktor na przednówku. Kiedy przyjechałem na wakacje był już inny pies przy budzie”.

Patrzę na biel nagiego ciała, mokre włosy spadają na ramiona.

„Jak już się najemy i napatrzymy w gwiazdy, będziemy się kochać w namiocie do rana, chcesz?”

Pieczone kartofle najwyborniejsze są z masłem i solą w twardych czarnych skorupkach. Bimber, podobnie jak koniak, nie może być zimny. Trzeba go czuć. Jak ciebie.

KatoN

pozegnanie

kacio5939
Advertisements