Najbardziej baliśmy się Sinusa. Przychodził zawsze piętnaście sekund po dzwonku. Odległość z pokoju nauczycielskiego do naszej klasy mierzył nie w metrach, lecz w sekundach i nie mylił się nigdy. Tym razem Sinus się spóźniał. Siedzieliśmy zadowoleni; nareszcie i jego stoperek nawalił! Po chwili nastrój poprawił się do tego stopnia, że zaczęliśmy rozrabiać prawie normalnie, a strach przed zapowiedzianą klasówką wyparował gdzieś pod sufit. W drugiej minucie było już pewne, że coś musiało się stać i Sinus w ogóle nie przyjdzie. Może się trafi jakieś niegroźne zastępstwo?

I rzeczywiście. Po kwadransie, zgodnie ze swoją maksymą: piękne Polki przychodzą ostatnie – w drzwiach z tyłu klasy pojawiła się Bona w całej okazałości. Odetchnęliśmy. Z historii prawie wszyscy mieli piątki, bo pytała na każdej lekcji kolejnych dwóch według dziennika i zawsze było wiadomo kto, kiedy, które pół rozdziału musi umieć na pamięć. Poza podręcznik nie wychodziło się nigdy. Bona z wdziękiem przeciskała się między stolikami, a my powoli zabieraliśmy się do gry w okręty. Ale nie… Do klasy wszedł jakiś majorek, zaraz za nim dyro, czyli znowu lekcja wychowania „obywatelskiego”? Procesję zamykał sarmacki wąs Sinusa.

Zagaił dyro w słowach wielce podniosłych, Bona przydawała majestatu na krześle, a Sinus, zgarbiony jak pół logarytmu, stał ponury pod oknem. Majorek streścił parę dzienników, potępił Trzeciomajowe manifestacje, przejechał się po ekstremie, zganił i pochwalił, zaciemnił i wyjaśnił, aż w końcu zaczął opowiadać o luksusie, w jaki opływają kuracjusze miejsc odosobnienia. Przechadzając się po klasie między rzędami, major perorował z takim zapałem, że nie zauważył, jak z drugiej ławki wysunęła się Hanka Hoczyk, podeszła szybko do tablicy i napisała: PAN MAJOR. .. KŁAMIE? Wróciła na miejsce, ale zaraz dopadł ją dyrektor.

– Co to znaczy! Zetrzyj to natychmiast!!

Hanka stała, patrząc w podłogę. Chciała coś powiedzieć i nie mogła wydobyć głosu. Dyrektor, posiniały z wściekłości, krzyczał w kółko.

– Zetrzyj to zaraz, bo wezwę rodziców! To jest obraza polskiego wojska!!

Bona siedziała z otwartymi ustami, Sinus nerwowo gryzł wąsa, dyrektor wrzeszczał i machał rękami, a Hanka stała coraz bledsza. Pierwszy oprzytomniał major, dobrze widać zaprawiony w bojach z uczniami.
Przysunął się do Hanki i powiedział słodko.

– Zetrzyj to, panienko, polski oficer nigdy nie kłamie.

Dyrektor odstąpił na chwilę i czekał w napięciu. Majorowi rzedł niepewny uśmieszek, cisza stawała się coraz cięższa. Niespodziewanie z czwartej ławki wstał Jurek Lesznicki i zapytał spokojnie.

– Czy pan major był w jakimś obozie dla internowanych?

Oficerek zrobił niewyraźną minę, a Jurek, nie czekając, wyjaśnił.

– Ojciec naszej koleżanki był w więzieniu w Zaborzu. Obecnie jest w szpitalu. Ona wie dobrze, jak tam wygląda naprawdę.

Dyrektor rozjuszył się nie na żarty.

– Siadaj gówniarzu! – I zaraz do Hanki:
– Zetrzesz to, albo wywalę cię ze szkoły na zbity pysk!

Ale ona stała jak wmurowana.
– Wynocha!!!

Nie poskutkowało. Dyrektor szalał. Wydawało się, że porwie ją zaraz za włosy i wywlecze z klasy. W tym momencie Jurek wyszedł z ławki i powiedział dobitnie.

– Chodźmy, Aniu, pan dyrektor wyrzuca nas ze szkoły.

Widać było, jak Hanka mocuje się z sobą. Bała się ruszyć, by nie wypłynęły łzy, które już w nadmiarze cisnęły się do oczu. Wszyscy trwali w bezruchu dłuższą chwilę, tylko Sinus pod oknem drgnął i zaczął zbliżać się do tych dwojga krokami tak powolnymi, jakby odmierzał nie metry, lecz godziny. Wstrzymaliśmy oddech. Sinus stanął nad nimi, wyprostował się jakoś sztucznie i głosem, którego nikt z jego srogich ust jeszcze nie słyszał, powiedział.

– Chodźmy, dzieci. Pan dyrektor usuwa nas ze szkoły.

Hanka przestała panować nad sobą. Wybiegła z klasy, zostawiając książki na ławce. Jurek dogonił ją dopiero za drzwiami. Tylko Sinus szedł między rzędami powoli, odmierzając starannie swoje ostatnie metry w naszej szkole.

Gdy przechodził obok mnie, wyprostowany, z oczyma utkwionymi w przestrzeń, wstałem bezwiednie, jakby to był nie nauczyciel, lecz kapłan, wracający od ołtarza… Rozejrzałem się po klasie – stali wszyscy. I wszyscy wyszli za nim tak, jak wychodzi się po słowach:
– Idźcie, oto ofiara spełniona.

k

Andrzej Jarczewski, „Selma” (Wyd.: Stowarzyszenie Pokolenie. Katowice 2012). Opowiadanie „Sinus” pierwotnie opublikowane zostało 17 maja 1982 w 1. numerze biuletynu „Stan Ducha” Grupy Oporu Politechniki Śląskiej

kacio5939

Advertisements