„… pustka, którą znajduję w centrum całej ludzkiej szczęśliwości i we wszystkich ludzkich związkach i którą jedna tylko rzecz może wypełnić. Należę do osób popychanych przez poczucie pustki w kierunku ascetyzmu lub sensualizmu i wyłącznie chrześcijaństwo pomaga mi  pogodzić się z życiem, które inaczej byłoby odrażające”

THOMAS STEARNS ELIOT

Wrócił z wojny wietnamskiej, gdzie igrając ze śmiercią stawał do boju w obronie amerykańskiego stylu życia, robił to z obowiązku wobec ojczyzny. Jest patriotą. Po wojsku najął się do pracy jako taryfiarz. Jeździ nocami po Nowym Jorku i z każdym kolejnym wyjazdem w trasę dociera do niego coraz wyraźniej, w obronie czego, w obronie jakich wartości był gotów przelać krew. Rzeczywistość nowojorska odziera go ze złudzeń. Nocą widzi miasto, które nie jest Nową Jerozolimą, ale zepsutym Babilonem, w którym kłębi się zło, pleni sutenerstwo, kurewstwo, bród, smród i ubóstwo. Rodzi się w nim potrzeba zmiany świata. Nie może być obojętny.

Młody taksówkarz jest człowiekiem wrażliwym i samotnym. Samotność doskwiera, szuka bratniej duszy, wrodzona empatia każe mu być otwartym na innego człowieka. Poznaje młodą, piękną kobietę, pracownicę sztabu wyborczego kandydata na prezydenta kraju. W tajemniczy sposób, być może swoją bezpośredniością i uczciwością, potrafi poruszyć sekretne struny i wzbudzić sympatię dziewczyny. Jest trochę inny od pozostałych nowojorczyków.

Krążąc nocami po rozświetlonych neonami ulicach poznaje świat skażony płatną miłością, trzynastoletnią Iris, dziecięcą prostytutkę, pod opieką obrzydłego, bez cienia jakichkolwiek skrupułów, alfonsa. Postanawia dziewczynkę uratować, zabrać z syfu, w jaki wpadła.

Sam jednak nieubłaganie wciągany jest w magmę paskudnej rzeczywistości, obrzydzenie jakie czuje to zepsutego świata, nie jest w stanie uchronić go przed powolnym wtapianiem się w ponury real, który chce naprawić. Wpada w pułapkę, staje się elementem zgorszenia i chaosu. Bezmyślnie przesiaduje w kinie porno, na swoją pierwszą randkę, poznaną wolontariuszkę zaprasza do sali kinowej na projekcję pornograficznego filmu, skąd zszokowana ucieka. Jego pasażerami są kurwy i sutenerzy, drobne cwaniaczki i rzezimieszki, wszędobylska hołota, dziwacy, przedstawiciele anus mundi. Mroczna okrężnica nocnej metropolii.

W świecie wyzutym z wszelkiej świętości, gdzie liczy się tylko szybki zysk i tania przyjemność, zaspokojenie  rozbuchanych potrzeb i odruchów, tym świecie quasi zwierząt, w którym jedyną hierarchią jest władza gangów i alfonsów, nasz bohater nie jest w stanie uzyskać zadowalającej odpowiedzi na pytanie o sens życia, nic nie uwolni go od lęku i koszmaru, nie istnieje osoba, która odpowie na jego pragnienia. Samotność zdaje się przeradzać w pustkę. Jedyna nadzieja to czekanie na znak. Taryfiarz staje się podobny do Vladimira i Estragona. Wyczekuje pasywnie w świecie podłej egzystencji, pełnym absurdów, przypadkowości ludzkiego istnienia, w świecie do cna zdesakralizowanym. Jedynym ratunkiem to zapaść w szaleństwo i czekać znaku, rozwiązania, które przyjdzie z zewnątrz.

Znak pojawia się, ale jest tak samo chory, jak nasz bohater i rzeczywistość, która go oplotła. Chore megapolis, chory bohater, chory znak. Bredzenie fioła, którego wiezie taksówką, o tym, co zrobi z puszczalską żoną, jest katalizatorem. Znakiem, na jaki czekał. Ćwiczy, budzi ciało, buduje tężyznę, kupuje parę sztuk broni. Zna się na robocie. Był przecież w Wietnamie, tam go nauczono jak ma walczyć w obronie ojczyzny. Planuje zamach. Targetem jest kandydat na najwyższe stanowisko w USA. Przechodzi inicjację, zmienia się – panterka i postawiony w czub irokez nadają mu wygląd wojownika. Od tej pory mamy do czynienia z wybrańcem, który gotów jest ponieść największą ofiarę, by rozprawić się z systemem. Cel jest jasny: zadaniem wojownika jest zabicie przedstawiciela polityki, establishmentu, demokratycznej sekty, która prostytuuje miasto. Tak przyjdzie wielkie oczyszczenie. Spadnie prawdziwy deszcz i zmyje cały ten brud z ulic. Czuje się już tak bardzo wyobcowany i samotny, że rozmawia z własnym odbiciem w lustrze. Taksówkarz przemienia się w wielkomiejską nemezis, nie ma w nim poczucia winy ani wstydu, jest za to wola zemsty, chęć wymierzenia sprawiedliwości i przekonanie o własnym posłannictwie. To przeznaczenie dało mu znak.

Na wzór rzymski dokonuje rytualnego aktu poświęcenia – jest gotów złożyć dar z własnego życia dla państwa. Idzie zabić tego, który personifikuje i odpowiada za zło stworzone przez zgniłą demokrację i liberalizm. Nie wychodzi, zamach spalił na panewce, ale nikt już wojownika nie powstrzyma. Postanawia zabić pomniejszych skurwieli, tych którzy deprawują na mniejszą skalę. Alfonsów. Urządza jatkę. Taśma filmowa spływa krwią. Końcówka filmu jest już stanem majaczeniowym, nie wiemy tak naprawdę do końca czy to nie projekcja w umyśle samego Travisa.

We współczesnym świecie sporo jest taksówkarzy, facetów z zadrami na swoich duszach, którzy dławią się demokratyczną rolą, jaką każe im odgrywać zdegenerowany system. Pędzą do wolności, często na oślep, nierzadko metą jest obłęd. Chaotycznemu światu, bez pomocy Stwórcy, nie pozostaje nic innego, jak  przeciwstawić własne szaleństwa.

KatoN

Reklamy