W znakomitej Księdze istot zmyślonych między dwiema świętymi rybami Abtu i Anet a Aniołami Swedenborga, Borges umieścił przedziwnego stwora, o którym pisze tak: W”Pharsalii” Lukana wymienione są wszystkie prawdziwe i wymyślone węże, na jakie żołnierze Katona natknęli się w pustyniach Afryki. Znajdują się tam:

Dipsady srogie w pragnieniu w upale/I Amphisbaena z niemi dwoygłowiasty/I Pływacz wodny; y strzelcowie z drzewa/I co dwie nogi Pareada miewa.

Amfisbenie, bo o nią tutaj chodzi, jak podaje Bibliotekarz za Pliniuszem, jedna głowa nie wystarczała, by pozbyć się całego swego jadu. I dalej Borges pisze: Encyklopedia „Tesoro” Brunetto Latiniego, którą ten autor polecał swemu dawnemu uczniowi w siódmym kręgu Piekła, jest mniej sentencjonalna, lecz jaśniejsza: „Amfisbena jest wężem o dwóch głowach: jedna tkwi na zwykłym miejscu, druga zaś w ogonie; obiema może gryźć, pełza szybko, a jego ślepia błyszczą niby świece”. (Wrodzona ciekawość kazała mi zaraz zajrzeć do Piekła i sprawdzić  w La Divina Commedia kim był dawny uczeń). Mamy zatem do czynienia z wężem o dwóch głowach, przemieszczającym się w dwóch kierunkach, szybko pełzającym, potrafiącym nielicho pokąsać a na dodatek plującym jadem.

A teraz do rzeczy. Niech nas poniesie nieco fantazja, bo to przecież jedna z domen literatury. Borges pisze za Lukanem, że w pustyniach Afryki Katon i jego żołnierze natknęli się na jadowite dwugłowe węże. Gdyby tak przenieść akcję do współczesności, gdyby owe pustynie zamienić na blogową przestrzeń, to czy Katon nie natrafiłby na uwspółcześnione, nowoczesne bestie tryskające jadem? Resztę dopowiedzcie sami; wiem, że moi Czytelnicy są w posiadaniu wielkiej wyobraźni. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zechciał sprowadzić Czytelnika na ziemię – nadmiar fantazji szkodzi. Jorge Luis powiada dalej tak w XVII wieku sir Thomas Browne stwierdził, że każde zwierzę ma górę, dół, przód, tył, lewą i prawą stronę, i zaprzeczył istnieniu Amfisbeny, mającej dwa przody. No i dupa blada z paraleli.

Rehabilitacja, rekonwalescencja mają i tę zaletę, że pozwalają obłożyć się stosem książek i snuć między nimi nici światów równoległych. Można też zagrzebać się w przepastne archiwalia internetowe. Poniższe słowa Umberto Eco włożył w usta mnicha w swoim beznadziejnym Imieniu róży (jedynie ekranizacja tego gniotu jest gorsza). Wspominam o tej książce z dwóch powodów, po pierwsze dlatego, że Włoch chciał złożyć hołd Borgesowi ukrywając go pod postacią ślepego Jorga z Burgos –  czyniąc szwarccharakterem gniotu, a po drugie… Sami zobaczcie.

Dawniejsi ludzie byli wysocy i piękni (teraz są tylko dziećmi i karłami), ale ten fakt jest jednym z wielu świadczących o nieszczęściu świata, który się starzeje. Młodość nie pragnie już wiedzy, nauka upada, cały świat staje na głowie, ślepcy prowadzą ślepców i rzucają ich w przepaści, ptaki podrywają się z gniazd, zanim zaczną fruwać, osioł gra na lirze, woły tańcują. Maria nie miłuje już życia kontemplacyjnego, a Marta życia czynnego, Lea jest bezpłodna, Rachel ma spojrzenie pożądliwe, Katon uczęszcza do lupanarów, Lukrecjusz staje się kobietą. Wszystko zeszło ze swojej drogi.

No właśnie. Katon uczęszcza do lupanarów. Nigdy nie byłem w burdelu, nigdy nie korzystałem z usług profesjonalnej prostytutki. Skąd zatem mediewista wie, że od czasu do czasu odwiedzam blog Mikosza? Przyglądam się z politowaniem wyremontowanej spelunie, oglądam z niesmakiem wytapetowane ściany wizerunkami chujów mającymi obrazować wrogów gospodarza, spozieram zażenowany na ofertę i dochodzę do wniosku, że Mikosz nie sprawdza się nawet w roli alfonsa – zamiast malować ściany powinien zacząć od wymiany dziewczyn na młodsze i ładniejsze… Ale co tam moje zdanie, mogę być, a na pewno jestem, nieobiektywny. Prześledźmy zatem, co na jego temat ma do powiedzenia jedna z rezydentek jego przybytku:

Ruda_Strzyga 27 października 2006
Znam Mikosza dość dobrze, by powiedzieć „oślizła gadzina” / by gacia. I to jest jedyna prawda o nim. Napisze wszystko, żeby wywołać reakcję, bawi go to, czuje się wtedy jak wielki manipulator. Patrzy z boku i schizolski uśmiech nie schodzi mu z twarzy, jeśli widzi oddźwięk. Cokolwiek nagryzmoli, na jakikolwiek wpadnie pomysł, wiedzcie, że to stek bzdur i kłamstw obliczonych na
reakcję. On się bawi ludźmi. Żadne Marianki, Debille, Mikuszki, Mc Ducki, czy inne wymyślone zasłonki nie wyprowadzą mnie w pole. I będę swojego bloga pisać konsekwentnie dalej, bo tak mi się podoba. Czerpię fragmenty z opublikowanych przez Mikosza, ogólnodostępnych w necie źródeł. Gdyby nie chciał, żeby czytano ten kicz, nie spamowałby po tylu miejscach.
Protest Marianka, podobnie jak cała reszta zachowań (mnie też straszył na priv), wygląda mi na kolejną próbe powrotu wielkiego lovelasa Mikusia na czat, nudzi sie biedulek. Sam tę sprawę rozdmuchuje systematycznie, więc pewnie właśnie o rozgłos mu chodzi.
Dziwi mnie to, bo gdybym zbudowała taką beznadziejną kreację jak Mikosz przez te lata, skorzystałabym z sytuacji i stworzyła nową, ciekawszą, zamiast z uporem maniaka trzymać się kurczowo tej zeszmaconej i samodzielnie przez niego po wielokroć skompromitowanej. Ale każdy ma co lubi…

I co tu komentować? Nie mam powodu, żeby nie wierzyć kobiecie. Od siebie tylko mogę dodać, że opisany przez autorkę osobnik przypomina frustrata, który rano budzi się, defekuje i wstaje z łóżka.

 KatoN

Reklamy